
Często słyszę o tym, że wiele rzeczy z biegiem czasu stają się obojętne. Kiedyś poruszały, a dzisiaj nie robią wrażenia. Nie chodzi tu o sytuacje, które spotykamy w procesie nauki, chodzi o zagłuszanie emocji.
Jeśli też tak masz, zatrzymaj się nad tym i popatrz w głąb siebie.
Obojętność nie pojawia się znikąd.
Zanim przyjdzie obojętność, najpierw jest:
🔸 rozczarowanie,
🔸 przeciążenie,
🔸 brak zrozumienia,
🔸 próby, które nic nie zmieniły,
🔸 emocje, które były „za duże”, by je unieść.
I wtedy psychika robi coś bardzo ciekawego: odcina.
Obojętność to nie chłód. To zmęczenie.
To reakcja obronna mózgu, który uznał, że „lepiej nic nie czuć, niż czuć za dużo”.
Ale uwaga: obojętność nie leczy. Ona tylko maskuje emocje.
I może odebrać to, co w nas najcenniejsze: zdolność do przeżywania, kochania, angażowania się.
Jeśli dziś czujesz się „niewzruszona/y”, zapytaj: co się wydarzyło, że musiałam/em przestać czuć?
Obojętność to sygnał i można z niej wyjść.
Potrzebna jest odwaga aby spojrzeć głębiej, zanim przyklei się do siebie łatkę „mam to gdzieś”.
Masz w sobie coś, co kiedyś było ważne, a dziś nic w tobie nie porusza?
To może być początek rozmowy i procesu, który poruszy wszystko co dla Ciebie ważne, ale zostało gdzieś głęboko ukryte. 🍀

